Pewna 6-letnia dziewczynka doświadczyła dużej komplikacji zdrowotnej, której nie rozumiała. Ból głowy, bezwład nóg, operacja, jednostronny paraliż. Dorośli cieszyli się, że wszystko się udało, że dziecko żyje. Ona tego nie rozumiała, a może tylko rozumiała inaczej. Dlaczego miałaby nie żyć?! I co się udało, skoro nie może chodzić, biegać… Co się udało, skoro jest gorzej – widzi swoją rękę i jej nie czuje?! Widzi swoją nogę, a ona nie chce chodzić! Nikt jej niczego nie mówi, tylko każdy się cieszy, że się udało.
Dziewczynka zaczęła się bać. Nauczyła się, że wielu rzeczy robić nie może, bo przeszła bardzo trudną operację i zafundowała rodzinie bardzo dużo zmartwień i teraz ma być bardzo ostrożna. To było bardzo trudne, bo nie chciała być dla nikogo zmartwieniem, nie planowała tego. Ale skoro inni tak uznali, to dziewczynka nie mogła mówić inaczej. Nadal była radosnym dzieckiem, tylko coraz bardziej samotnym.
W takich nastrojach wchodziła w kolejne etapy życia. Tak, jak była miła i radosna, tak bardzo bojaźliwa i uległa. Rzadko walczyła o siebie. Mocno tęskniła za swoimi marzeniami. Myślała, że ktoś da jej to coś i będzie szczęśliwa. Zapomniała, jak to jest być szczęśliwą na własne życzenie, korzystała z chwil szczęścia, które ofiarowywało jej życie, gdy się nie bała.
Jako dorosła kobieta coraz mocniej odczuwała, jak brakuje jej bycia szczęśliwą, jak męczy ją bycie miłą i grzeczną i dla wszystkich serdeczną… Ale cóż miała zrobić? Przecież to nie od niej zależy…
Pewnego dnia postanowiła, że zrobi coś, czego nigdy nie robiła. Nie był to zbyt elegancki początek zmian. Ale to nie był czas, by skupiać się na stylu, tylko na celu. Trochę w konspiracji, trochę w kłamstwie zapisała się na festiwal warsztatów rozwojowych dla kobiet. Rodzinę okłamała, że to warsztaty podnoszące kwalifikacje potrzebne do szukania pracy. Choć, czy to faktycznie było kłamstwo?!
Niespełna 7 lat później sama prowadziła warsztaty rozwojowe dla kobiet w ramach tego festiwalu i nie tylko. Z każdym rokiem wzmacniała się jako ONA i z wielkim uporem odrzucała od siebie wszystko to, co nie było JEJ. Czy było łatwo? Nie, nie było. Bywało nawet cholernie trudno. Były chwile zwątpienia i bólu. Jednak coraz częściej były chwile chwały, sukcesów, szczęścia na własne życzenie.
To była niesamowita podróż w głąb siebie, podczas której nauczyła się wielu wyjątkowych rzeczy. Jedną z nich było to, że zmiana jest inspiracją sukcesu. Tak powstała wizja jej życia. Zauważyła też, że odkrywanie siebie krok po kroku to patrzenie na to co się zdarzyło w życiu w inny sposób, na wiele innych sposobów. To zauważanie najważniejszego, czyli siebie. Tak powstała misja jej życia – pokazać innym to, czego sami nie mogą zobaczyć. Odkryła też, że najbardziej uczące były spotkania z ludźmi, którzy mówili jej to, czego nie chciała o sobie usłyszeć, pokazywali jej to, czego nie chciała w sobie zobaczyć i mimo wszystko ofiarowywali jej swoje towarzystwo podczas tej drogi. Tak poznała swój zawód.
Jej zawód był tym, który zawsze nosiła w sercu, totalnie niezrozumiały dla najbliższego otoczenia i wielu innych ludzi. Jej zawód nie istniał, gdy kończyła szkołę, gdy wybierała kierunek studiów, gdy planowała swoje dorosłe życie. Zresztą, w tych planach chodziło, aby ktoś dał jej to coś, by była szczęśliwa.
Znalazła tego kogoś, który dał jej to coś i stała się szczęśliwa. Ten ktoś, to ONA sama, to coś to ZAUFANIE do siebie. Zrozumiała, że nikt nie może dać jej tego, co może dać sobie sama – tak powstała jej definicja szczęścia. A ponieważ tak wiele doświadczeń dostała od życia i tak wiele dzięki nim zrozumiała, postanowiła, że będzie się tym dzielić, że będzie wspierać innych, że będzie towarzyszką podróży w głąb siebie. Sama stworzyła sobie miejsce pracy. By dotrzeć do większego grona ludzi, napisała książkę, regularnie bywa gościem audycji radiowych o wzmacnianiu własnej osobowości.
Mam na imię Małgosia. Jestem coachem. A to jest moja historia.